Home > O tym się mówi > Potulni dotąd…
O tym się mówi

Potulni dotąd…

Potulni dotąd dziennikarze ośmielają się zadawać pytania – Ogarnia mnie pusty śmiech, gdy słyszę wojownicze, pełne niemal prokuratorskiej swady frazesy rzucane przez dziennikarzy największych stacji telewizyjnych pod adresem przedstawicieli partii rządzącej. Ludzie, którzy do niedawna byli gotowi nosić teczki za Tuskiem i spółką dziś kreują się na gniewnych obrońców świętego ognia prawdy, rzetelności i obiektywizmu.
Jak to mówią, lepiej późno niż wcale… To prawda. Fajnie byłoby jednak, gdyby w naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej gadające głowy przypominały sobie o dążeniu do prawdy nieco częściej, niż przy okazji kolejnych wyborów, zwłaszcza w obliczu zmiany układu sił, gdy partia rządząca ma przed sobą perspektywę utraty władzy. Tym bardziej, że istnieje poważne podejrzenie, iż władza dopuszcza się nadużyć i zamiata pod dywan niewygodne fakty.
Wystarczy poświęcić – choćby w imię utajonego masochizmu – kilka godzin na obejrzenie kanałów informacyjnych. Dziennikarze, którzy rozmawiali z przedstawicielami rządu o pogodzie, tudzież kolorze krawata, nagle przypominają sobie, że politykowi partii rządzącej też można zadać niewygodne pytania, a nawet – o, zgrozo – drążyć temat.
Jakież to zdziwienie maluje się na twarzach polityków „partii miłości”, gdy jej niedawni piewcy zaczynają weryfikować osławione uczucie w wykonaniu rządzących. Kopacz et consortes przypominają słynnego już studenta oburzonego faktem, iż na obronie pracy magisterskiej komisja ma czelność stawiać pytania. Miało być z górki, a tu klops. Life is brutal.